NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Dzisiejsze szkolnictwo czyli kilogramy niepotrzebnych informacji.

Każdy z nas chodził lub chodzi do szkoły, każdy z nas miał lekcje historii, wiedzy o społeczeństwie lub wiedzy o kulturze. I to w liceum, w ostatniej klasie, kiedy większość osób jest ukierunkowanych na konkretne studia i zawody.

Polskie szkolnictwo demotywuje ucznia, czy kogokolwiek to jeszcze dziwi? Bardzo ważny powód - pieniądze. Przeciętnego polskiego rodzica nie stać na to, aby dobrze wykształcić swoje dziecko. Brakuje co roku na książki, na przybory, na dojazdy, na posiłki i na wszystko, na co tylko trzeba wydać pieniądze. Weźmy na przykład szkolnictwo w Szwecji, rodzice nie przejmują się żadnymi wydatkami, wszystko opłaca gmina od książek po przejazdy i napoje w trakcie dnia, szkoły są świetnie wyposażone i to wszystko przez państwo. Można? Można.



Kolejna bolączka polskiej edukacji - oceny. Chory system gratyfikacji ucznia, który nijak się nie sprawdza. W Polsce uczniowie nie uczą się dla wiedzy, uczą się dla ocen. Przez to szkoła jest postrzegana jako źródło największego zła. Weźmy statystyki - w Polsce 31%-35% uczniów lubi chodzić do szkoły (dla porównania w Szwecji 75%, w Niemczech 65%). Wyścig szczurów trwa, na dodatek liczne kary przewyższające nagrody. Głównie kary. W Polsce za brak podręcznika na lekcji otrzymuję się ocenę niedostateczną, za posiadanie - nic. Gdzie tu logika?

Gimnazjum.. po jaką cholerę to w ogóle powstało? Nie rozumiem idei stworzenia gimnazjów. To tylko stresuje dodatkowo uczniów, zmiana otoczenia, nauczycieli, wychowawcy. W porównywanej wcześniej Szwecji jeden kompetentny wychowawca prowadzi uczniów przez 9 lat, a Polsce co 3 lata nowa osoba ma decydować o Twoim dalszym rozwoju.

Dalszy rozwój, czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć dlaczego w liceum, kiedy większość osób jest już ukierunkowana na specyficzne specjalizacje, ciągnie się wiedzę ogólną, bez szczegółów aż do matury? W Niemczech już w wieku 12 lat rodzice muszą podjąć z dzieckiem decyzję jaką drogą pójdzie. W Polsce uczeń klasy matematyczno-fizycznej do 19 roku życia musi uczyć się o Wiedzy o Kulturze, choć wiadomo, że pójdzie na techniczny kierunek.

A co jeśli nie idzie, co jeśli w liceum mu się odwidziało? W takiej sytuacji z dnia na dzień przenosi się do klasy o innym profilu i uczy się interesujących go rzeczy - tyle, bez żadnych problemów. Nikt nie cierpi a wszyscy zyskują.

W naszej ulubionej Szwecji, jeśli klasa chcę więcej matematyki - Dyrektor zmienia plan tak, aby tej matematyki było faktycznie więcej i minimalizuje ilość godzin humanistycznych.

Nauka religii, głupota. W państwie świeckim przedmiot "religia" czyli ukryte Chrześcijaństwo, a może nie lepiej zrobić na wzór zagraniczny "religioznastwo"? Może dzieciaki chciałyby dowiedzieć się co tam ciekawego takiego jest w Islamie, że tyle w niego wierzy a co w ateiźmie.

Nauka przedmiotów, które nas nie interesują jest nudna, to jasne. Ale dlaczego jest nudna? Osobiście lubię dowiadywać się ciekawych faktów historycznych, ale ciekawych. Nie chce wiedzieć kiedy jakiś władca Polski poślubił swoją 3 żonę, chce wiedzieć o ciekawych faktach z jego życia, abym mógł go zapamiętać. Tysiące niepotrzebnych nikomu faktów, kilogramy nieistotnych dat..

Właściwie jaka jest dzisiaj rola nauczyciela powiedzmy historii? Czy to nauczyciel czy lektor? Bo z tego co zauważyłem, po prostu mówi to co jest zapisane w książce, którą każdy ma na swojej ławce, nic nie musi wytłumaczyć, bo jak można wytłumaczyć fakt historyczny? Tak było bo tak było, tyle. Nic więcej do dodania, żadnego obrazowego przedstawiania tematu więc po co nauczyciel? Aby był, aby powiedział z pamięci tekst z podręcznika?

Do kiedy uczniowie nie odczują, że uczą się dla siebie a nie dla ocen i dopóki system oświaty w Polsce się nie zmieni dalej wszyscy będą wiedzieć wszystko o wszystkim, czyli tak naprawdę nic o niczym.
Trwa ładowanie komentarzy...